"Dzsiaj kolejny dzień w tym psychiatryku. Wiem że oni chcą mi pomóc, ale sama nie mam pojęcia czy chce tej pomocy...Tak chce! Musze wyjść z tego uzależnienia, ono mnie niszczy! ...Dam rade, to tylko kilka dni i wyjdę."
Tymi słowami zakończyłam dzisiejszy wpis w pamiętniku. Jestem na odwyku narkotykowym już drugi raz, za pierwszym było tak samo, wyszłam z tego ale potem znowu zaczełam palić i brać. Nie chce znowu tego przechodzić, tym razem chce wyjść stąd i już tu nigdy nie wrócić. To moje postanowienie od paru tygodni. Wierze że mi się uda, z pomocą ludzi tutaj uda mi się, wiem to. Chce mieć normalne życie, takie jakie mają dziewczyny w moim wieku, będzie to trudne ale może możliwe...jeszcze zobaczymy.
Wstałam od biurka, aby wziąć z szafy czarne leginsy i czarny T-Shirt, ubrałam się w ten zwyczajny strój, a na nogi założyłam czarne trampki. Po czym rozczesałam włosy i związałam je w wysoki kucyk. Przejrzałam się w lusterku i wyszłam z pokoju w kierunku innego pokoju. Pokoju, w którym odbywają się te wszystkie terapie, które wyglądają tak że siedzimy w kółku i gadamy.
Gdy tam dotarłam drzwi były otwarte, a w kółku z krzeseł siedziało już pare osób. Wchodząc zauważyłam nową postać, znam tu prawie wszystkich a jego widze po raz pierwszy, więc tak musi być nowy. Był ubrany w dość obcisłe, czarne jeansy, niebieski T-Shirt, buty za kostke, a na nosie miał czarne okulary. Zastanawiał mnie to po co mu te okulary skoro jest zima. Siadłam na przeciwko niego, i cały czas mu się przyglądałam aż wszedł Pan West, terapeuta odwykowy. Usiadł na swoim stałym miejscu. Myślałam że jak zawsze zacznie swoją gadke o narkotykach, którą każdy tu obecny za na pamięć, lecz nie. Zwrócił się do nowego chłopaka.
-Panie Bieber, może Pan zdjąć te okulary? - spojrzał na niego surowym zwrokiem, jak to ma w zwyczaju - chłopak zdjął je z wielką pretensją na twarzy
-Już? Jesteś zadowolony?
-Po pierwsze Panie Bieber nie jesteśmy na "ty", a po drugie są tu zasady do, których musi się Pan przyzwyczaić i ich przesterzegać.
-Jaki PAN jest marudny. - przewrócił oczami i schował okulary do kieszeni spodni.
Bez nich dostrzegłam że jego oczy są koloru brązowego, kocham brązowe oczy. 'Caroline przestań myśleć o jego oczach nawet go nie znasz' odezwała się moja podświadomość, która jak zawsze miała racje. Przestałam myśleć o nim i skupiłam się na terapii , która oczywiście dzisiaj dotyczyła jego, a czego ja mogłam się spodziewać?! Opowiedział coś tam o sobie, ale nie wiele. Można było wyczytać z twarzt Pana West'a że był troche zawiedziony jego aroganckimi odzywkami.
Po 2 godzinach opowiadania o sobie, co wydaje się dużo ale szczerze nie powiedział prawie nic, skończyła się dzisiajsza rozmowa i każdy skierował się do wyjścia. Przechodząc koło niego niechcący go szturchnełam.
-Uważaj co?!
-Przepraszam, to było niechcący.
-Ta, napewno.
-No tak.
-Wiem że zrobiłaś to specjalnie.
-Niby jak możesz to wiedzieć? - serio byłam ciekawa
-Wkońcu to ja. Całą terapie patrzyłaś się na mnie, więc to oczywiste że szturchnełaś mnie specjalnie żebym zwrócił na ciebie uwage, i wiem że masz mokro na mój widok, a teraz nie zaprzeczaj.
-Hahahaahahahahahahah a niby kim ty jesteś że chciałabym żebyś zwrócił na mnie uwage? Proszę Cię nie rozśmieszaj mnie.
-Ty nie wiesz kim ja jestem?
-Nie? Gdybym wiedziała to bym się chyba nie pytała tak?
-Nie poznajesz tych oczy? Włosów? Tego głosu?
-Co? Nie! - ta wiadomość go chyba zdziwiła bo nawet nie zauważył jak ominełam go i wyszłam.
czekam na drugi :D
OdpowiedzUsuń